Dół

dołek

Takich dni, jak dzisiejszy bardzo nie lubię. W pracy miałam wrażenie, że wszystko idzie pod górkę. Prezentacja, którą zrobiłam nie chciała odpalić na służbowym komputerze. W ten sposób musiałam przedstawić zarządowi wszystkie informacje z głowy, a niestety nie miałam żadnej innej pomocy i pamięć również zawiodła. Szef nie był ze mnie zadowolony, bo bardzo liczył akurat na to wystąpienie. Do tego pod koniec dnia, kiedy myślałam, że już nic więcej się nie zdarzy zadzwonił adwokat. Miałam się stawić zaraz po pracy w jego gabinecie, ale nie powiedział dokładnie o co chodzi. Zmęczona i znużona pojechałam więc do niego. Na szczęście była to jedynie kwestia drobnych formalności, których wcześniej nie dopełniłam. Adwokat jest godny polecenia – gdyby ktoś szukał – można sprawdzić tutaj. Wróciłam do domu, a tam zastałam górę prania i prasowania, którą naszykował mi mąż z wiadomością, że za dwa dni wyjeżdża w delegację, a dziś musi zostać dłużej w biurze. To był zdecydowanie nieudany dzień, który dał mi w kość. Zarówno fizycznie, jak i niestety psychicznie.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.